O blogu

Czytanie jest czynnością intymną. Z czyjejś hipotetycznej głowy przepływa do mojej strumień słów, które się tam rozgaszczają i zaczynają własne życie. Nie należy tego zbyt lekko traktować. Czy się nam to podoba, czy nie, czytanie jest też bowiem ostateczne – słowa zostają na dobre. Potem wyskakują, jak diabeł z pudełka, w najmniej odpowiednim momencie, kiedy jest już za późno albo za wcześnie, no chyba, że ma się akurat szczęście, to wyskakują, kiedy trzeba.

Intymność czytania implikuje pewne odosobnienie czytającego, przy jednoczesnym jego zanurzeniu w jakiejś bliżej nieokreślonej wspólnocie. Wspólnocie z kim? Z autorem? Z innymi czytającymi? Ze światem przodków? Ze światem w ogóle? No, może… Kto wie…

Tak czy siak, czyta się jakoś „potajomnie” i z dala od innych. I o tym tu będzie. Z dala od innych, w czeluściach internetu, a jednocześnie w jakiejś, być może, wspólnocie.