Felietonić czy nie felietonić?

Paweł Sołtys, o którym pisałam jakiś czas temu, jednak jakoś wzbudził wyrzuty sumienia redaktorów i decydentów „Polityki”, którzy Paszportu mu nie dali, no to w zamian dali mu jedną stronę i felieton. Od jakiegoś czasu stało się to zwyczajem tego tygodnika, że tzw. młodym, obiecującym dają od czasu do czasu jedną stronę na felieton. Decyzja może i szlachetna, zawsze to jakiś przypływ gotówki dla starającego się młodego, obiecującego, no i szersze grono odbiorców, niż w przypadku książki, nie czarujmy się, ale czy aby na pewno każdemu to wychodzi na dobre?

Są pisarze, którzy mogą i prozą, i felietonem. Są tacy, którzy nawet w tej drugiej konkurencji są lepsi. A są i tacy, którzy, niestety, w felietonie startują jak Elisabeth Swaney w igrzyskach olimpijskich. To znaczy, udaje im się przejechać całą trasę, ale – no właśnie – bez żadnego tricku.

I tutaj można by się pokusić o jakiś podniecający ranking (że tak pociągnę tę olimpijską metaforę) felietonujących pisarzy. Ze złotym medalem – oczywiście Pilch, jasne że Masłowska (moim zdaniem lepiej jej to idzie, niż dłuższa proza i tego się powinna trzymać), kto tam jeszcze…? Ze srebrem Siwczyk, może Szczerek, brąz dla… hm…, no, nie wiem. A w stylu rzeczonej Swaney wielu innych. Dla mnie m.in. Twardoch, Łoziński, Plebanek, Chutnik…

No i właśnie, tu pojawia się, jak zawsze na igrzyskach, pytanie o fair play. Bo czy to jest fair, żeby pisarz, skądinąd porządny i utalentowany, brał się za felieton, który jest przecież zupełnie inną formą literacką, w której ów pisarz może sobie, niestety, zupełnie nie poradzić? To mu odbiera potencjalnych czytelników, którzy zniechęceni felietonem, po książkę już nie sięgną. Gdybym miała po przeczytaniu ostatniego felietonu Sołtysa w „Polityce” sądzić o jego władzach literackich, książką już bym się nie zainteresowała, a przecież, jak wszyscy wiedzą, uwielbiam jego „Mikrotyki”.

Inna sprawa, że przecież autor może zawsze odmówić napisania felietonu, ale bądźmy szczerzy, kto odmawia najpoczytniejszemu tygodnikowi w Polsce?

Jak to więc jest z tymi pisarskimi felietonami? Powinni czy nie powinni? A może zamiast felietonów, które lepiej zostawić profesjonalistom, pisarze mogliby powrócić do jakże szeroko w naszej tradycji literackiej stosowanej praktyki pisania w odcinkach? Powieść w odcinkach, opowiadanie w odcinkach, eee… to znaczy, tego, zagalopowałam się, no, ale ogólnie coś całego, pisanego prozą, tyle że w odcinkach. Zamiast tych nieszczęsnych felietonów, z którymi niektórzy nie wiedzą, co zrobić.

To tylko taki pomysł. Pomysłek. A może powinnam go od razu jakiemuś pismu podrzucić?

Reklamy

2 myśli na temat “Felietonić czy nie felietonić?

  1. W ogóle to jest arcyciekawe, że niektórzy sprawdzają się w takiej krótkiej formie (z felietonistów dla mnie wciąż niedoścignionym wzorem jest Prus i w ogóle jego pomysły na to, jak felietonista powinien pracować — napisał o tym, rzecz jasna, felieton ;-)), chociaż w długiej nam z nimi nie po drodze, inni z kolei zupełnie odwrotnie. Zastanawiam się, czy to kwestia odbioru i czytelnika, czy kwestia warsztatu i pisarza. Masz swoją hipotezę na ten temat?

    Polubienie

    1. Heh, może to nie zabrzmi zbyt „krytycznieliteracko”, ale wydaje mi się, że nie każda forma jest dla każdego. I to chyba chodzi o jakiś całokształt osobowości twórczej, po prostu, jedni nabierają rozpędu w dłuższych formach, a inni z kolei takiego rozpędu nigdy nie nabiorą. No, nie brzmi to zbyt precyzyjnie, co?

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s