Autorzy, których nie mogę.

Są tacy pisarze, wielcy pisarze, o których wiemy, że są wielcy, bo ktoś nam powiedział, bo w szkole tak mówili, bo przeczytaliśmy w gazecie. No wiecie, na zasadzie „Słowacki wielkim poetą był”. Że wszyscy ich szanują i uznają, nawet jeśli może nie czytali, ale zawsze wypada mieć jakieś swoje zdanie na ich temat, a jak poparte cytatem, to już w ogóle, że proszę ciebie.

Oczywiście zdarza się, że taki ogólny osąd nam, jako czytelnikom, również odpowiada i się pod nim podpisujemy, ale co, jeśli nie? Co jeśli takiego autora po prostu nie możemy? Staramy się dostrzeć tę wielkość, a że „wielkość zawsze peszy, co tu kryć”, jakoś nam to ni chuchu nie wychodzi. Niby zdajemy sobie sprawę, że gość faktycznie ładnie macha piórem, że ta wizyjna wyobraźnia, że ta jakże ważka problematyka moralna, że to, że tamto, ale jakoś nie tentego. Jakoś nic nam to nie mówi. Albo, co gorsza, wręcz nas taki autor irytuje, a irytacja ta jest wprost proporcjonalna do jego głoszonej powszechnie wielkości.

Pomyślałam więc, że jest to na pewno jakiś temat na serię wpisów. Żeby takich wielkich zdemontować. Żeby pokazać światu, że właśnie się myli, bo… no, bo tak. Czyli lecimy, każdy tu swojego Miłosza, Gombrowicza, Dostojewskiego, Conrada, Prousta, Sienkiewicza, Tolkiena, Coetzee, Llosę czy choćby tego Słowackiego przyprowadza i opowiada, dlaczego właśnie taki-czy-ów wielkim poetą nie był. Fajnie by było, co? Tak wreszcie uświadomić tym wszystkim uniwersyteckim mądralom, którzy lata życia poświęcili na badanie tego typu literatury, że to nic nie warte, że puch marny, a właściwie śmieci, śmieci i jeszcze raz śmieci, i w ogóle won mi ston.

Jednak wrodzona (a jakże) akademicka uczciwość nie pozwoliła mi ot tak, po prostu danego autora oszkalować i skalać, nie mając niczego na poparcie. No bo wiecie, często są to autorzy, których się czytało pod przymusem w szkole albo kiedyś tam dawno w pociągu i nie do końca, albo przed egzaminem o trzeciej w nocy, właściwie tylko streszczenie, więc trochę by było nie fair ich tu tych wielkich tak sobie pod ścianą stawiać, nawet będąc bardzo wybitnym czytelnikiem, ale autorów owych nie przeczytawszy – no, nie, to nie uchodzi. Postanowiłam więc, że jednak wypadałoby przeczytać. Uczciwie, bez uprzedzeń, nawet po raz kolejny, ale z pewną taką życzliwością, by móc na pewno i do końca stwierdzić, czy dany wielki autor rzeczywiście jest wielką ściemą, przynajmniej dla mnie samej, czy może jednak, no właśnie, przedtem nie doczytałam dokładnie?

Pomysł więc podtrzymuję, będzie seria o Autorach Których Nie Mogę, ale sprawiedliwie przeprowadzona. I jakoś tak wypadło, że na pierwszy ogień poszedł Joseph Conrad. Autor czytanego oczywiście w szkole „Lorda Jima”, której to lektury nie mogłam zmęczyć albo raczej ona mnie zmęczyła, powodując, że więcej już po Conrada nie sięgnęłam, mimo zachęt i zachwytów koleżanki anglistki, a nawet nabożnego doń stosunku mojej własnej babci. Zaczęłam więc „Jądro ciemności” w tłumaczeniu Anieli Zagórskiej. Na początek sam początek. Kilka karteczek. Potem jeszcze kilka, i jeszcze, no dobra, do końca tej strony, dobra, zaraz gaszę światło, jeszcze tylko kawałek, no wiem, że jutro na szóstą do pracy, ale jeszcze tylko ten akapit doczytam, a w ogóle to śpij, jeszcze tylko tu jedna ważna rzecz do końca i już.

Zapraszam więc wkrótce na demontaż mitu Conrada jako wielkiego autora i jednocześnie Autora-Którego-Nie-Mogę. Jak myślicie, to będzie nadal „nie mogę” czy „nie mogłam”?

A na Nadieżdę Mandelsztam ciągle czekam, żeby sobie odświeżyć, bo to będzie częścią dwóch serii na raz. Takie mam ambitne plany.

Reklamy

13 myśli na temat “Autorzy, których nie mogę.

  1. W liceum połknęłam „Lorda Jima” na raz, a w grudniu 2017 potwornie męczyłam się z „Jądrem ciemności”. Namówiłam niezastąpioną Pyzę na wspólne czytanie i w ramach jakiegoś piramidalnego masochizmu przeczytałam dwa razy. W starym i nowym tłumaczeniu. I rozumiem, że to wielka literatura, dotykająca najczarniejszych zakamarków duszy człowieka, stawiająca wielkie pytania … i nie mogę. No nie zaiskrzyło tym razem.

    Coś jednak czuję, że u Ciebie jest inaczej? 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Czyli dla Ciebie to typowy Autor, Którego Nie Możesz :)) Ja jeszcze nie wiem, jestem tak w jednej trzeciej, ale czyta mi się to zaskakująco łatwo, czego się nie spodziewałam, po moich doświadczeniach z Lordem. Może zadziałało pozytywne zaskoczenie, bo spodziewałam się naprawdę meganudziarstwa, a tu proszę. Tak że zobaczymy.

      Polubienie

      1. No właśnie … typowy jeżeli wspominam „Jądro ciemności”, ale już z „Lordem Jimem” nie mam takiej pewności. Zaczęłam się zastanawiać czy w ogóle mam Autorów, Których Nie Mogę… Z niecierpliwością czekam na kolejne typy z Twojej strony. 🙂

        Polubienie

      2. Niektórych już wymieniłam w poście, choć oczywiście nie porywam się na czytanie od nowa całej klasyki światowej. Są jednak tacy, o których na pewno napiszę, bo bardziej aktualni, jak Gombrowicz czy Coetzee. Zresztą zobaczymy, na razie się do niczego nie zobowiązuję konkretnie, bo odpowiada mi taka forma bloga, gdzie sobie mogę pisać, co mi się podoba 😉

        Polubienie

  2. A ja się przyznaję, mnie ten Conrad teraz przekonał bardzo, po wspomnianej przez Niekoniecznie Papierową dyskusji. Z tej okazji nadal planuję przeczytać w końcu „Lorda Jima” (ominął mnie jako lektura, jakoś wypadł z listy niedługo przed tym, jak dotarłam do klasy, w której przez pokolenia był czytany), ale też przyniosłam ostatnio z antykwariatu swa tomiki z jego dzieł zebranych, gdzie pisze o książkach, autorach, który lubi (Henry James!) i wiecie, to jest dość źle przetłumaczone (niestety), ale uwagi bywają ciekawe. Warto dać mu szansę! Czekam więc na wrażenia Twoje, Barbaro, z lektury :-)!

    Ale ja też mam Autorów Których Nie Mogę, oj mam (z nowszych: Mo Yan, ze starszych, acz czytanych z zapałem godnym lepszej sprawy: Milan Kundera). Ale zawsze wierzę, że może nie trafiłam akurat na jakąś ich książkę, która mnie przekona? I tak się kuszę zwykle na danie im drugiej szansy ;-).

    Polubienie

    1. No, z Kunderą to rozumiem doskonale, ale tutaj mi się zdaje, że to jest taki typowy autor-ściema. Tzn. taki twórca, który buduje swoją popularność na jakiejś legendzie bardziej, niż na rzeczywistych osiągnięciach, choć oczywiście może się myle. Podobnie mam w odniesieniu np. do Cortazara i jego „Gry w klasy”. Zresztą to są chyba takie dzieła, które są dość mocno osadzone w jakiejś konkretnej epoce i gdy owa epoka mija, wydają się słabe… A Mo Yan nie czytałam w ogóle, ale skoro nie zachęcasz… 😉

      Polubienie

      1. No właśnie, dla mnie Kundera pisze znakomicie na początku („Żart” jest doskonały!), a potem ustala się jakaś jego legenda i zaczyna pisać wciąż to samo (i za każdym razem jest to oczywiście jego „ostatnia książka”; tak jak bardzo cenię „Zdradzone testamenty”, tak potem kurczę, on te spostrzeżenia w nieco tylko inny sposób zawiera w kolejnych esejach! Ileż można!). Cortazara nie czytałam — ale kiedyś bym chciała, właśnie żeby się przekonać, na czym polega fenomen :-). A co do Mo Yana: ja poległam na „Krainie wódki” bardzo boleśnie, ale wydaje mi się, że warto dać mu szansę i się samej przekonać, choć może z inną powieścią ;-).

        Polubienie

  3. Co do Cortazara, to Cię nie oświecę, bo też nie wiem, na czym polega fenomen;) A Mo Yana może kiedyś, choć teraz siedzę raczej w literaturze polskiej i rosyjskiej (no i ten Conrad na razie), ale jeszcze trochę na wschód i będzie… Z drugiej strony do noblistów mam zawsze podejrzliwy stosunek 😉

    Polubienie

    1. Z noblistami bywa faktycznie różnie. Mnie czasem potrafi zachwycić jakiś starszy (Gjellerup to było dla mnie swego czasu odkrycie), a czasami zachodzę w głowę, o co chodziło z tą nagrodą. Z nowszych mam straszne braki, więc tu nie oceniam, ale jestem ciekawa i muszę ponadrabiać, przynajmniej niektórych (Ishiguro, mój wyrzucie sumienia!). Swoją drogą ludzkości rozkminy nad Noblami to jest dobry temat na wpis w ogóle :-).

      Polubienie

      1. Pewnie tak, ale ja się nie podejmę 😉 Myślę, że w decyzjach noblowskich jest zawsza jakaś doza polityki, może i słusznie uprawianej, ale jednak mi to do literatury nie pasuje. Jeśli chodzi o Ishiguro, to próbowałam, ale nie dałam rady, może trzeba by znaleźć jakąś inną jego książkę. A z takich nowszych, to bardzo mnie zastanawia np. Nobel dla Munro, która jest fajną pisarką, owszem, i ma nawet bardzo fajne momenty, ale jednak żeby aż Nobla? Z drugiej strony, takie pytanie jest właściwie z zasady głupie, bo co to znaczy niby „aż Nobel”? Przecież to taka nagroda, jak inne i zależy od widzimisię komisji, ale chyba przyzwyczailiśmy się ją uważać za coś naprawdę nadzwyczajnego, co potem daje właśnie takie literackie rozczarowania. No i znowu powraca temat nagród literackich w ogóle – dawać czy nie dawać?

        Polubienie

      2. Aktualizacja co do Nobla: prawdopodobnie już literackiego nie będzie, bo się porobiły jakieś machloje i członkowie komisji się nie mogą dogadać. Że też jakoś mnie to nie dziwi 😉

        Polubienie

  4. Ja tak mam, przyznam z ręką na sercu, z Prusem. I Lalka, i Faraon, nie wchodziły mi w liceum, nie wchodziły na studiach i nie wchodzą nadal. Za to „Lorda Jima” czytałam w nastoletniości chyba ze trzy razy, po czym w liceum dostałam 2 ze sprawdzianu o nim, bo jakoś nie zapamiętałam, w co był ubrany i co trzymał w ręku w rozdziale X oraz jak się nazywała jakaś trzecioplanowa postać. Ach, ta nasza edukacja 🙂

    Polubienie

    1. No, edukacja zupełnie bzdurna. A u mnie było dokładnie odwrotnie, bo Lorda Jima nie mogłam zmęczyć, za to Lalka to była moja ulubiona polska powieść tego okresu. Przeczytałam ostatnio ponownie i miałam już o wiele więcej zastrzeżeń, ale właściwie nadal się podobała.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s