A tak na marginesie – co z tym ojcem?

W książce, o której pisałam poprzednio, autorka cytuje głośną swego czasu matkę-pisarkę Justynę Bargielską:

„Dzieci to potężny uzależniacz. We wszystkich innych dziedzinach jesteśmy do zastąpienia, tylko dla dziecka jesteśmy niezastąpione. Można się uzależnić od tego uczucia. (…) Ale gdzież tu wtedy miłość, gdy napawamy się tym poczuciem swojej matczynej wyjątkowości, władzy? Myślę, że to jedna z mrocznych stron macierzyństwa.”

Bargielska, jak wiadomo, różne miała wzloty i upadki, nagłaśniane medialnie, ale matką jest, to pewne, a i pisać potrafi też również. Co razem daje, że akurat trudno się nie zgodzić z cytowaną wypowiedzią. Słowem, matka, nawet jeśli by bardzo chciała taką feministką sobie zostać, to ma jeszcze dużo pracy do wykonania. Nad sobą samą.

Znacie na pewno takie sytuacje: „Weź przewiń małego. Co? Zapomniałeś posmarować kremem? No wiadomo, ojciec!” Albo: „No, czasem ją weźmie na spacer, ale ostatnio to z nią poszedł na obiad do jakiegoś baru, wyobrażasz sobie? Z dwuletnim dzieckiem do baru? Przecież skąd wiadomo, co oni tam dają? No i tak to jest, ciągle nieodpowiedzialny” Albo: „Zrobiłeś zakupy? Tak? A gdzie wafelki ryżowe?”. Itd. itd. Podnoszące na duchu słowa zachęty z ust matek skierowane do starających się ojców.

Mam koleżankę, która na teorii beznadziejności swojego męża zbudowała sobie całą swoją wizję macierzyństwa. Wizję Matki Niezastępowalnej, matki, jako tej jedynej osoby, której dziecko chce i pragnie, którą zawoła w środku nocy i z którą chce się ciągle bawić. Oczywiście, owe rozkosze macierzyństwa są wciąż punktowane krytyką Ojca-Nieudacznika, który to nieodpowiedzialny, dziecka nie dopilnuje, pozwala mu się taplać w błocie (a kto to wszystko będzie prał?), zabiera na obiad do baru albo karmi frytkami na spacerze. Ojciec tak punktowany powoli się wycofuje, akceptuje swoją nieudaczność, nie podejmuje dalszych starań, skoro już mu taką rolę przydzielono. Może mu to nawet na rękę, bo w końcu wie, że matka i tak się wszystkim zajmie – kto by się nie skusił na taki układ? Za to matka w swojej życiowej roli wreszcie zyskuje pewność siebie, której tak bardzo jej do tej pory brakowało, bo wie, że jest niezbędna, że bez niej nic się nie odbędzie, dziecko jednego smarka sobie bez niej nie da wytrzeć, a ona, przecież taka zapracowana, cóż ma robić, no cóż, skoro ojciec do niczego się nie nadaje?

To nie jest obrona nic-nie-robiących ojców, którzy z legitymacją zarabiającego-na-utrzymanie leżą sobie spokojnie wieczorem na kanapie, bo im się należy, a obok matka wychodzi z siebie, żeby dwójkę nakręconych jak bączki na dopingu bachorów zagonić do łóżka. To jest obrona starających się ojców, którzy zamiast zagarniać coraz większe terytoria opieki nad dzieckiem, zostają z tych terenów bezlitośnie przegonieni, przez Niezastępowalną, Wszystkoumiejącą i Wszechmocną Matkę, jedyną boginię swych dzieci.

Już wiem, co by na to powiedziały walczące matki-feministki: ale przecież to powinno być oczywiste, że ojciec na równi zajmuje się dzieckiem, nie trzeba mu tutaj jakichś fanfar i podziękowań listem poleconym, ani specjalnej zachęty. Cóż, może i powinno być oczywiste, ale póki co nie jest, a z zachowań jakże wielu matek wynika, że długo jeszcze nie będzie, bo matka nie chce oddać tego terenu, który do tej pory tylko dla niej był zarezerwowany. Co z tego, że dzięki temu będzie mogła iść do pracy, a może nawet na pogaduchy z koleżanką? Tam nikt nie będzie chciał jej i tylko jej, podnosząc błagalnie zapłakane oczęta i wznosząc ku niej ramiona. Taka satysfakcja tylko w roli Matki Niezastępowalnej zapewniona.

A teraz przykłady w drugą stronę: ojciec zajmuje się dzieckiem na równi z matką. Co robi dziecko? Otóż w nocy, gdy mu co złego się przyśni, woła częściej ojca niż matkę. Niby fajnie, matka może sobie pospać, ale to ukłucie pod sercem: przecież to mnie ma kochać bezgranicznie! Albo idziemy na spacerek: z kim chcesz iść? Z mamą czy z tatą? Z tatą! Albo: tato, poczytaj mi książeczkę, tato, dzisiaj ty mnie usypiasz, itd., itd.

No, i jak, mamy? Byłybyście gotowe na takie oddanie pola? Na zejście na dalszy plan? Na rezygnację z roli Tej Jedynej? A przecież wychowanie równościowe właśnie to oznacza. Czy to dobrze, czy źle – nie wiem, ale podejrzewam, że część matek, i to nawet tych krzyczących na wiecach feministek (przykład koleżanki opisywanej wyżej), nie chce oddać władzy. Niech sobie faceci rządzą światem, ja rządzę moimi dziećmi.

(Myślę, że to będzie ostatni, jak na razie wpis na tematy okołomatkowe, bo mimo że sama jestem matką, to co za dużo, to niezdrowo. Niedługo wrócę do Nadieżdy Mandelsztam, z serii Małe Prowincjonalne Biblioteki)

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s