Matka? Feministka?

Jakiś czas temu błądziłam po stronach „Krytyki Politycznej” (z którą mam problem, bo niby powinno nam być po drodze, niby ideologicznie się zgadza, a jednak ten styl pisania, to podejście typu: jeśli nie masz trzech doktoratów, w tym jednego z ekonomii, drugiego z gender studies, a trzeciego z filozofii/socjologii/ew. historii, to idź se poczytaj pudelka) i wzrok mój przyciągnęły artykuły ze słowem „matka” w tytule. Cóż, wydawało mi się, że się ktoś do mnie zwraca, bo i na mnie tak wołają, więc kliknęłam KLIK i KLIK.

Jak powszechnie wiadomo, klikaniem internet stoi, więc niewiele jeszcze z tego wynikło, zwłaszcza, że przeczytałam najpierw tekst Sikory, który bardzo mnie zmęczył i z którego niewiele zrozumiałam, oprócz tego, że autorka bardzo chciałaby mieć własny pokój (chyba rzeczywiście powinnam raczej czytać pudelka), a dopiero potem ten drugi, jakby nieco składniejszy. Oba odnosiły się do książki Agnieszki Graff „Matka Feministka” z 2014, wydanej przez „Krytykę Polityczną” właśnie (tu się im należy szacun, bo jednak zdarza im się wydać coś zacnego). Jak widać, ani przytoczone wyżej teksty, ani sama książka nie są pierwszej świeżości, ale jak już pisałam, miewam problemy z dogonieniem aktualności, więc więcej się tłumaczyć nie będę.

Nie powiem, żeby to drugie słowo z tytułu jakoś szczególnie mnie zachęciło. Z feminizmem polskim mam bowiem podobny problem, jak ze wspomnianym wyżej pismem – niby postulaty słuszne, niby powinnam reagować, jak mówią do mnie „siostro”, ale jakoś nie ten teges (po przeczytaniu książki Graff potwierdziły się moje przypuszczenia co do tego, dlaczego tak jest, ale o tem potem). Tym razem jednak, ze względu na temat, który aktualnie mnie dotyczy, stwierdziłam, że dam feminizmowi szansę, tym bardziej, że Agnieszka Graff jak dotąd była dla mnie najbardziej znośną feministką, pozbawioną arogancji i poczucia wyższości, co niestety feministkom, jak i w ogóle wszystkim -istom i -istkom się zdarza, i co też powoduje, że się na ogół od jakichkolwiek -izmów trzymam z daleka. No, ale że było o matce, to zakupiłam i zaczytałam.

Dodam tutaj dla zarysowania szerszego tła mojej lektury, jak i właściwie punktu wyjścia, że niezmiernie mnie zawsze irytowały książki, artykuły i blogi z nurtu „macierzyństwo bez lukru”, gdzie młode matki, na ogół wykształcone i z dużych miast, na ogół z tzw. dobrych rodzin, utyskują na swój nędzny los, polegający na tym, że im się urodziło dziecko, a przecież kto by się spodziewał po tych mniej więcej dziewięciu miesiącach ciąży. I że to dziecko płacze i nie wiadomo, czego chce, a one nie mają własnego pokoju. Więc też płaczą. No i dobrze, płacz jest oczyszczający, to niech płaczą, ale ja akurat, sama mając dziecko, a nawet dwoje, płaczów już miałam dość i nie miałam ochoty na więcej. Spodziewałam się, że i książka Graff pójdzie w te lamenty, ale chwała Boginii – że się tak feministycznie wyrażę – nie. Albo może zależy w którym momencie, ale w przeważającej części nie.

Jest to książka bardzo w Polsce potrzebna, wciąż, a nawet tym bardziej aktualna, nawet po czterech bez mała latach od publikacji, i polecana wszystkim: i matkom, i ojcom, i bezdzietnym, i tym z prawa, i tym z lewa, i tym znikąd, i feminist(k)om i konserwatyst(k)om i w ogóle całemu światu. No, może Amoeba proteus niech sobie odpuści.

A o tym dlaczego, Drogi Czytelniku, Ty też powinieneś ją przeczytać i przemyśleć, opowiem szczegółowiej w kolejnym wpisie… Zapraszam wkrótce!

3 myśli na temat “Matka? Feministka?

  1. To ja czekam na ten kolejny wpis – książkę Agnieszki Graff kupiłam, jakoś chyba nawet w roku, w którym się ukazała, i stoi sobie na półce jeszcze nieprzeczytana. Ostatnio nawet o niej myślałam (tak jak się myśli czasem o książkach „czekających”: czy to jest ten moment, kiedy chcę po nią sięgnąć, czy chwila przepadła i trzeba czekać, aż wróci, wpływ okoliczności zewnętrznych i tak dalej – wiadomo), więc Twój wpis przyszedł jakoś w sukurs moim rozmyślaniom.

    Polubienie

    1. To się cieszę, wpis podam, jak będę miała trochę wolnego, proszę o jeszcze chwilę cierpliwości. O samej książce na razie nic nie zdradzam, oprócz tego, że czyta się bardzo szybko i łatwo.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s