Jacek Kuroń – historia półwiecza.

W okresie, kiedy Kuroń był jeszcze aktywny politycznie, a ja już na tyle świadoma, by to zauważyć, no, coż, ten tego, nie interesowałam się polityką. Ech, młodość górna i durna. Teraz, kiedy sytuacja polityczna w Polsce wygląda, jak wygląda, coraz bardziej interesuje mnie nasza najnowsza historia. Najnowsza, czyli powiedzmy od końca II wojny światowej. Coś mi każe myśleć, że kluczem do zrozumienia tego, co dzieje się teraz, jest zwłaszcza okres tuż powojenny (choć specjaliści szukają raczej w czasach stanu wojennego, okresie kształtowania się obecnego, podobno, etosu politycznego), czas niesamowitych zmian społecznych, których impakt odczuwamy do dziś, a zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy. Być może właśnie dlatego sięgnęłam w jednej z Małych Prowincjonalnych Bibliotek (MPB) po książkę Kuronia „Wiara i wina. Do i od komunizmu”.

Tak, komunizmu, bo Kuroń za komunistę się uważał, przynajmniej w początkach swojej działalności politycznej, która trwała właściwie przez całe jego dorosłe życie. W tej wydanej najpierw w Londynie w 1989 roku autobiografii opisuje swoją weń wiarę, jak i swoją w nim winę oraz stopniowe odeń odchodzenie.

Jeśli ktoś pamięta Jacka Kuronia choćby z telewizji, to pewnie mu się nie zgadza wizja jego spontanicznej osoby z teoretycznymi wywodami na temat. Spokojnie, książka jest równie szczera i swobodna, jak autor i czyta się ją naprawdę świetnie, o ile ktoś nie wymaga perfekcyjnie ustrukturyzowanej narracji. Opowieść snuje się „po kolei”, w dość jasnym porządku chronologicznym, ale jest to gawęda żywa i nieskrępowana, co czyni ją tym bardziej ludzką. Po prostu – kawał historii Polski z pierwszej ręki, bez cenzury i bez upiększeń, pokazujący zarówno dzieje polityczne, jak i przemiany społeczne i tzw. życie osobiste, które u Kuronia, jak zapewne u każdego, łączy się nierozerwalnie z resztą. I tak, w samym środku opisu dziejów  października 1956, dostajemy tak szczere wyznanie:

„Dopiero dużo, dużo później zrozumiałem, że tak samo jest z wszystkimi tymi rewolucjami – robiłem je po to, żeby dziewczyny parzyły herbatę i patrzyły na mnie z podziwem.”

Świat na pewno byłby o wiele lepszy, gdyby każdy rewolucjonista był w stanie sobie tę prawdę uświadomić.

Nie posiadam takiej wiedzy historycznej, by móc osądzić osobę autora od strony politycznej, zresztą, nawet gdybym posiadała, raczej by mi to zwisało, po lekturze jednak tej książki (a właściwie w jej trakcie, bo jestem dopiero przy owym październiku ’56, a to przecież początki zaledwie) muszę stwierdzić, że na pewno był bardzo bystrym obserwatorem otaczającego świata (i, nawiastem mówiąc, że miał świetną pamięć, ale to jest chyba kwestia głów sprzed ery komputera, kiedy to człowiek wszystko musiał sobie sam zapamiętać, szczególnie w okresie politycznej niestabilności) i że z lekcji życiowej umiał wyciągnąć odpowiednie wnioski – opisuje bowiem wszystkie postacie historyczne z jednakowym dystansem, bez jednoznacznych ocen, dodając czasem może jakieś osobiste wrażenia, co jednak zawsze jest jasno zaznaczone. Wyłania się z tego obraz osoby bardzo wrażliwej moralnie, co dzisiaj nie jest chyba zbyt częste w polityce (to eufemizm), i to osoby, która przez bez mała pół wieku w polityce się nurzała, a nie dała się uświnić. Niesamowite.

Niezwykła lekcja historii, zarówno dla tych, którzy tę historię dopiero odkrywają, jak i dla tych, którym przydałoby się jej odświeżenie i przypomnienie sobie, że tak, że można robić politykę z ludźmi i dla ludzi. Coś cennego w naszych czasach, choć nie liczę na to, że „Wiara i wina” wejdzie do kanonu lektur szkolnych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s